poniedziałek, 4 czerwca 2012

Irenka od Adama Szrajera



Znowu kolekcjonersko, trochę Was "po molestuję" , jeśli pozwolicie, oczywiście.Lalkę już pokazywałam, wiem, ale ciągle mi w niej coś nie pasowało.W końcu doszłam do wniosku, że cały szkopuł tkwi w sukience, że po prostu nie pasuje do niej, odbiera  urok.Nie zastanawiając się długo, postanowiłam ją przerobić.



 Na pierwszy ogień poszło, to "coś" pod szyją, ni karczek , jakaś taka dziwna wstawka, która fatalnie wyglądała.później rękawy...Efekt bardzo miło mnie zaskoczył.Irenka wreszcie wygląda, tak jak chciałam. Sukienka jest prosta, ale wyśmienicie współgra z urodą lalki, wydobywa z niej tę urodę.Wygląda ślicznie, prawda? Taki mały aniołek;) Może jeszcze dodam, ze lalka pochodzi, jak na moje oko z lat 1915-1920 z kaliskiej Fabryki Zabawek Adama Szrajera.

A,poza tym ogród strzela wciąż nowymi kolorami, zapachami...Po różanecznikach i azaliach, rozkwitły pięknie krzaki piwonii.Kwiaty są tak duże i ciężkie, że niemal leżą na ziemi, gałązki uginają się pod ich ciężarem:)

Pozdrawiam cieplutko i witam nowych obserwatorów, bardzo mi miło, że jesteście tutaj ze mną:)



środa, 30 maja 2012

Taki...zwykły dzień...



Chwila wytchnienia,zasłużonego relaksu.Przy dobrej kawce, wprost ze starego kuferka, z ulubionej białej porcelany, tego mi było trzeba.Cenię takie chwile, kiedy mogę zwolnić tempo,  po delektować  się tym, co lubię, zatrzymać nad tym, co ważne.....



....zadumać, pochłonąć dobrą lekturę....Po ciężkiej harówie w ogrodzie, dom i wygodna kanapa, to miła odskocznia...:)



A na koniec,  "klamocik" z maminego garażu. Stolik kawowy, tudzież pomocnik barowy.Jedna i druga nazwa pasuje.Szczerze mówiąc, nie bardzo miałam go gdzie postawić, ale lata spędzone na "wygnaniu" zaczynają odciskać na nim swoje piętno.Szkoda, żeby się zmarnował, więc...sami rozumiecie.Wieczorem przy świetle lampy, tak się prezentuje:




Pozdrawiam cieplutko

niedziela, 27 maja 2012

Już jestem....



Witajcie po małej przerwie:) Ostatnie dni zupełnie "odizolowały" mnie od życia blogowego.Pogoda tak piękna, że grzechem byłoby siedzieć w domu.Poza tym mój ogród, aż prosił się o parę zabiegów pielęgnacyjnych.Przede wszystkim trawka obkoszona, a wierzcie mi przy dość dużym ogrodzie, to nie lada wyzwanie, zielsko wypielone, kwiatki kwitną, pachnie cudnie i cóż więcej chcieć do szczęścia?:)


 Biszkopt oczywiście dzielnie mi pomagał. Wszędzie wtykał swój ciekawski , piegowaty nos, głównie do starych, pustych jeszcze doniczek kamiennych i przyglądał się, jak sadzę pelargonie.
Był wyraźnie zadowolony, że Pancia wzięła się do roboty:D





Sielsko-wiejskie klimaty:D



A na koniec pochwała kończącego się maja.
 Niezapominajki


 Inaczej zwane niezabudkami. Niepozorne, małe , przycupnięte cichutko gdzieś, w cieniu  majowej zieleni drzew,cieszą bardziej, niż najdroższy bukiet z najlepszej kwiaciarni.To one przed laty, kiedy pysznił się maj, rozsypywały pod stopami niebieskie kobierce, uczyły pierwszej miłości i tęsknoty......Niezapomnienia!



Tegoroczny maj, przyniósł  przykrą niespodziankę, moje niezapominajki wymarzły, znikły ...nie rozścieliły mi niebieskiego kobierca, w cieniu majowej zieleni...lecz przed wielu laty, stąpając po tych niebieskich kobiercach...zgubiłam oczko, jak mawiała Terenia z Nocy i Dni..To moje "oczko", przyniosło do domu dwie piękne kępy niebieskich i białych niezapominajek:)



Oczywiście mój Mąż przyniósł je w dzień Polskiej Niezapominajki, czyli 15 maja.Na chwilę zagościły na stoliku kawowym, po czym zostały posadzone w ogrodzie.

Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za wszystkie komentarze,pod poprzednim postem.Teraz "biegnę" zobaczyć, co u Was:)


piątek, 18 maja 2012

Stary telefon


Dawno już  nie pokazywałam  "zdobyczy" z kurorcikowego ryneczku.Stary telefon odleżał swoje, zdążył nawet odbyć podróż do domu w Krakowie i zadomowić się trochę, pora go pokazać.Nie wiem, czy na zdjęciach dobrze widać,więc podpowiem , że telefon nie jest plastikowy, a metalowy i ciężki.Jedynie słuchawka jest plastikowa.




Ma  historię... inną,   należał do niemieckiej Volkspolizei, czyli Policji ludowej, założonej po II Wojnie Światowej.  Nie orientuję się z jakiego okresu może pochodzić,mogą to być lata pięćdziesiąte.Mniejsza z tym.Ważne, że mi się podoba, ładnie wkomponował się w moje wnętrza i stworzył całkiem fajny klimacik.



Pozdrawiam ciepło, witam nowych podglądaczy, miło mi, że jesteście tutaj ze mną:)


niedziela, 13 maja 2012

Babcine koronki - w bieli...


Czasem sięgam, nie tylko do  zakamarków pamięci, by wydobyć z nich ukryte wspomnienia i poczuć magię chwili z innego wymiaru.Sięgam też do przepastnych szaf i starych kuferków, by wydobyć drzemiące w nich piękno.Uwielbiam stare koronki, zwłaszcza te babcine.Tą, specyficzną biel, miejscami lekko zażółconą, pachnącą lawendą i  minionym czasem.







Z jednej, z  koronek Babuni, powstał w ostatnich dniach mój pierwszy, to znaczy pierwszy zrobiony przeze mnie, wałeczek do sypialni.Biały, bieluśki.Taki, jak lubię , trochę babciny, trochę mój...Trochę współczesny, a jednak pachnący lawendą i minionym czasem - wspomnieniem.




 Bardzo dziękuję, za miłe wyróżnienie, które przywędrowało do mnie z Zapachu piwonii   


Moje wyróznienie wędruje do:)

Meg Fragmenty mojego świata

Joanny  Marsiowa Ostoja

Elżbiety  Rekodzieło na Witach

Alicji To co mnie cieszy

Motylka Perełki czasu

 Frezji   Jestem Retro

Talibry  Kolory moich pasji

Sepii  Sepia

Pozdrawiam ciepło, witam nowych "podgladaczy" :)




sobota, 5 maja 2012

Czas ucieka...1901 rok


Płynie niepostrzeżenie, stulecia mijają, zabierając ze sobą tych, którzy wtedy żyli...zacierając ślady, gubiąc w czasie miejsca....Pozostawiając wspomnienia i niemych świadków dawnych dni, stare przedmioty...


 Dużo u mnie tych starych, rodzinnych przedmiotów, które uparły się aby trwać, jakby na przekór mijającemu czasowi.To takie moje , małe szczęścia... Rekompensujące utratę, tak wielu chwil, nigdy nie doznanych, tak wielu bliskich, nigdy nie poznanych.....Wielość tego, czego zatrzymać się nie udało......


Sztućcy starych, tych rodzinnych mam nie wiele, zostały gdzieś w otchłani tamtego wymiaru...by ocalić ważniejsze....Moją dumą są bardzo stare, srebrne widelce z 1901 roku, po mojej Prababci, Annie.Ocalało ich jedynie sześć...



A teraz zupełnie z innej beczki, choć wciąż w temacie mijającego czasu....Znalazłam u Mamy w garażu, stary zegar z kukułką.Żaden to antyk,choć swoje lata już ma.Pamiętam go z dzieciństwa.Wtedy, jak to dziecku, strasznie podobała mi się ta kukułka.Czasem godzinami patrzyłam, jak otwierają się drzwiczki, wyskakuje z nich kukułka , "wykukuje" godziny,po czym wsuwa się powoli do środka, a drzwiczki się zamykają...:) Miałam wtedy ze cztery lata.


Mimo upływu czasu i "macoszego" traktowania (ostatnie lata przeleżał przecież w garażu) zachował się w całkiem dobrym stanie.Mechanizm działa, kukułka jest, jedynie łańcuch utrzymujący dwie, potwornie ciężkie szyszki, zerwał się.Reszta gra i buczy:D


Pozdrawiam ciepło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Uwielbiam....

Discover the playlist New playlist with Arthur Rubinstein